Po bardzo długiej nieobecności....

Nie jestem na bieżąco. Z niczym. Ani z książkami czekającymi w kolejce na przeczytanie, ani z odpowiadaniem na maile, smsy, ani z filmami... Potwierdza się w moim przypadku reguła, że im więcej-tym mniej...Im więcej oczywiście czasu wolnego-tym mniej zorganizowania chyba...
Za to tyle w osobistym życiu wydarzeń,dziań, kolorów, emocji, tempa... że pozwoliłam się im porwać niczym trąbie powietrznej w sam środek i jakoś przepadłam w wirtualnej przestrzeni na tak długo....
Moje milczenie na blogu jednak nie jest przypadkowe. Nie...Tylko ja sama długo nie umiałam tego wszystkiego ogarnąć rozumem co się dzieje ani tym bardziej przekazać tego w jakiś nieskomplikowany sposób. ;-)I od dłuższego czasu zastanawiałam się jak to napisać by nie brzmiało patetycznie, sztucznie, nazbyt wzniośle,bowiem nie lubię jakoś obnosić się z tym co u mnie dzieje się pozytywnego w obawie by nie drażnić tym innych, nie narzucać się sobą, nie dręczyć tych którzy też chcieliby a nie mają...Należą się jednak chyba jakieś wyjaśnienia, bo choć bloga prowadzę ku własnej przyjemności oraz dla moich przyjaciół, z którymi z racji realiów życiowych, odległości nas dzielących, zabiegania- kontakt bywa najczęściej telefoniczny, mailowy lub za pośrednictwem gg to jednak ku memu zaskoczeniu i dużej radości dostaję jednak od czasu do czasu maile od Was moi drodzy wirtualni podczytywacze z pytaniami co u mnie, co z domkiem na drzewie....i czuję się zobowiązana do złożenia wyjaśnień...no i chyba też czas już najwyższy wyjść z ukrycia i pokazać się światu..
Jak jednak pisać o tym wszystkim w sposób prosty, bez przesady, patosu, a przy tym niczego nie ujmując całej sytuacji, nie okradając jej z osobistego poczucia cudu? Hmmm...Może tak-najkrócej jak umiem: 12 lat leczenia, większych i mniejszych nadziei...aż w końcu od tak po prostu w momencie gdy się najmniej spodziewaliśmy, zaszokowani, przerażeni,skołowani i niepewni tym co się dzieje-ale ostatecznie szczęśliwi dowiedzieliśmy o mających nadejść w naszym życiu poważnych zmianach...Zresztą niech foto relacja mówi sama za siebie:-)


v tydzień


8 grudnia w Święto Niepokalanego Poczęcia-bądź co bądź-zobaczyłam to:



Mąż mój nie bardzo w to uwierzył, poleciał więc do apteki celem zakupu drugiego testu, który pokazał...no cóż...to samo;-)



Pierwsza chwila świadomości, że...będę mamą


i płaski jeszcze brzuch



VI tydzień


Pierwsze profesjonalne zdjęcie naszego potomka...lub potomki-jeszcze nie wiadomo;-)



VII tydzień

Czas zrobić porządki w szafie-będę musiała wymienić gardeorbę-część idzie na strych, część dla potrzebujących. Po wywaleniu 70% ubrań z szafy zostaje mi tyle:



W Wigilię Bożego Narodzenia dzielimy się radosną nowiną z moimi rodzicami, a zaraz potem telefonicznie z teściami:)




VIII tydzień
Jakoś mi dziwnie...nie muszę być na żadnej diecie, liczyć kalorii...a jednak jakoś nie mam ochoty nic jeść. Jedzenie nie kusi mnie kompletnie, straciło jakby smak i powab...Może ciasteczka mnie skuszą? No to zobaczmy-w szale entuzjazmu zabieram się za pieczenie ciasteczek wg przepisu bohaterki mojego dzieciństwa-Ani z Zielonego Wzgórza



XI tydzień
Odwiedza mnie młoda mamusia Aga ze swoim ANIOŁKIEM Agatką-no trzeba to napisać dużymi literami, gdyż ta dziecina to istny aniołek-jakby takie miały być dzieciaki to nic tylko rodzić;)


Mama Agatki pozwala mi ubrać małej rajstopki, mając przy tym znakomity ubaw ile zajmuje mi to czasu;)



Dziewczyny nie przyjeżdżają z pustymi rękami-Aga to artystyczna mama, cuda potrafi tworzyć i wytworem swoich zdolnych rąk postanawia mnie obdarować na dobry początek:)


XVI tydzień


Brzuszek powolutku rośnie...bardzo powolutku






No ale niedługo to pewnie będzie taaaaak:


Moja profesjonalna sukienka ciążowa-oczywiście z kokardką-prezenty potrzebują odpowiedniej oprawy;-)



Prezent od Kasi-pas ciążowy z zabawnym napisem




XVII tydzień

Przeziębienie...niestety nie udało się go uniknąć...


Ale mąż umilał mi ten czas na wszelkie sposoby...(czerwony tulipanek na wypadek jeśli w brzuszku jest dziewczynka-tulipanek dla Niej)








XIX tydzień

Kolejna miła wizyta Agatki i jej mamy, ale tym razem jest i mój mąż...no i mamy małą próbkę tego co nas czeka;-)





Mąż mój bardzo wczuł się w swoją rolę, która zresztą przypadła mu do gustu;-)






Wprawiona w radosny nastrój upiekłam (no nie sama, tata mi dopomógł) bułeczki-prosiaczki...



Wysiałam też nasionka ziółek, poziomki i pomidorka koktajlowego, by obserwować jak rozwija się życie, jak kiełkuje-to we mnie i to w skrzynkach na kwiaty...




XX tydzień


Półmetek!!! Brzuszku gdzie jesteś? zacznij rosnąć!:)



Może po tym urośnie?;-)



XXI tydzień

Znamy już płeć!


...to DZIEWCZYNKA!!!:-))) Mała dziewczynka!!!:-)))



...i kwiaty bez okazji od męża...w końcu kobiety-te małe i duże kochają przecież kwiaty



Moje nasionka wykiełkowały, ba pomidorki to wręcz buchają życiem i energią...jak ta mała kruszynka we mnie, która na USG fikała nóżkami i rączkami we wszystkie strony świata:-)




XXII tydzień


Aga w czasie ostatniej wizyty sprezentowała mi całą furę fajowych ubranek po Agatce...nadszedł czas by w końcu je posegregować


...i sprawdzić czy w ogóle zmieszczą się do mojej mikro-szafy

Zmieściły się:-)

XXIII tydzień

Karetką do szpitala zabrało mnie pogotowie. Masa kroplówek, badań, strachu, stresu, bólu....oby już więcej się to nie zdarzyło, obyśmy dobrnęły do końca, a szpital zobaczyły dopiero na czas rozwiązania....



XXIV tydzień

Hurrraaa!!! Przyszedł nasz wózeczek!!! A przy okazji nawiązałam sympatyczną znajomość mailową z jego poprzednią właścicielką:)


Oczywiście trzeba sprawdzić jak wyglądamy z wózkiem:-) A jak zauważyła Kasia-rozpędziliśmy się nieco i chcielibyśmy od razu całą trójkę wozić tym wózkiem;-)



Brzucholek zaczyna rosnąć:-)




Więc teraz serca mam dwa...






Nadeszła też paczka z wyprawką, którą mój mąż zamówił kiedy leżałam w szpitalu w ramach niespodzianki:-)



XXV tydzień

Najświeższe zdjęcia moje w dwupaku;-)































27 komentarze:

JA - MOTYLEK | 9 maja 2011 22:36

Nareszcie wróciłaś. :) Długo czekałam na Twój kolejny wpis, ale to co przeczytałam, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Wspaniała relacja z tych kilku miesięcy! Rewelacyjne zdjęcia! Jeszcze raz gratuluję maleństwa!!! Buziaki :)

Kaprys | 9 maja 2011 22:47

Kochana nareszcie jesteś i to z jakimi wspaniałymi nowinami ;-)
Z całego serca gratuluję !!!!!!!!!!!!!!
Życzę Tobie i malutkiej dużo zdrówka !!!
Będę czekała na wiadomość, że rodzinka już w komplecie ;-)
Pozdrawiam Aga

Kasia | 9 maja 2011 23:32

piękne, życiowe fotostory :)
pięknie wyglądasz w dwupaku, chociaż to dziewczynka ;)
pozdrawiam serdecznie :)

MariaPar | 10 maja 2011 06:29

Gratuluję ! Chętnie będę śledzić Wasze losy, bowiem niedługo zostanę babcią małej Emilki.
Pozdrawiam

z potrzebywnetrza | 10 maja 2011 08:08

Iza -ty sama wiesz jak bardzo cieszę się ze WRÓÓCIŁAŚ!!!!!!!!!!bARDZO!
I nowinki o których mówisz-wspanaiłe!!Całuski ciepłe-aga

Ewa | 10 maja 2011 08:55

O piękny wpis, wzruszyłam się.... cudownie:)))) Uściski Ewa

Ja | 10 maja 2011 09:40

Podpisuję się z całego serca pod komentarzem nr 1 :) I moja droga, jesteś obalaczką mitów - otóż dziewczynki wcale nie odbierają mamie urody, wręcz przeciwnie!

Sylvia | 10 maja 2011 12:04

Kochana! wreszcie się pokazałaś!
Trzymamy za Was kciuki, życzymy zdrowia i sił i ...wspólnie z Wami czekamy na Mała Królewnę!

Buziaki:*

ABily | 10 maja 2011 18:39

Co za relacja, aż mi się łezka zakręciła.Gratuluje i 3mam kciuki za szczęśliwe rozwiazanie:)

myibali | 11 maja 2011 09:45

Oj życzę zdrówka . Aż ciepło na sercu się robi

Atena | 11 maja 2011 09:52

Witaj Kochana, post-rekorodowy:))))
Chyba najdluzszy jaki mialam przyjemnosc czytac,ale wcale sie nie dziwie tyle wspanialych wiadomosci:)
Ja raz jeszcze gratuluje, wygladasz kwitnaco, zycze duuuuzo zdrowka i wszystkiego dobrego.
Buzka

j. | 12 maja 2011 12:23

Serdecznie gratuluję!!!to piękny czas,ale również czasem trudny:)sama pewnie już o tym wiesz:) dlatego życzę Ci pokoju serca i wiele cierpliwości:) wszystko będzie pięknie.buziaki.julia

ela | 14 maja 2011 13:58

To się nazywa radość oczekiwania...szczęśliwe maleństwo...powodzenia!

aagaa | 15 maja 2011 22:09

Izunia, wzruszyłam się szczerze.Piękna opowieść!!!!!Serdecznie Ci gratuluję!!Cieszę się razem z Tobą!!
Pięknie wyglądasz!
Buziaki

elisaday79 | 16 maja 2011 12:01

Kochane! dziękuję za tyle ciepłych i miłych słów, teraz to aż ja się wzruszyłam:) COś się działo z bloggerem u mnie, nie mogłam odpowiedzieć wcześniej, ani nie mogę nadal wstawiać komentarzy na blogach...Może ktoś wie jak rozwiązać ten problem?

zetk@ | 17 maja 2011 09:28

Życzę zdrowia i wytrwałości a potem szczęśliwego rozwiązani :) Gratuluję !

Pomidorrra | 19 maja 2011 12:48

Pierwszy raz trafiłam na ten blog i od razu takie wspaniałe wieści! Gratuluję z całego serca i życzę samych cudowności do końca ciąży, a potem już tylko zachwytu! Aż mi się łezka w oku zakręciła, bo sobie przypomniałam moją walkę o Trolla... Pozdrawiam cieplutko!

Dag-eSz | 24 maja 2011 19:08

Z serca gratuluję i trzymam kciuki :)))

asioolka | 24 maja 2011 21:03

Wspaniałe wieści!!!
Gratuluję z całego serca i życzę dużo zdrówka dla Ciebie i Rodzinki:-)

p.s. pisz częściej:-)

Sunsette | 27 maja 2011 21:11

Ależ miło się czytało ten post i oglądało zdjęcia! Mam nadzieję, że teraz będziesz pisać troszkę częściej:) Serdecznie pozdrawiam i też trzymam kciuki za Ciąg Dalszy:)))

Lovely Home | 16 czerwca 2011 15:37

Wszystkiego dobrego,dużo zdrowia i pogody ducha ,uśmiechu i błogiego czekania na maleństwo!
Pozdrawiam ciepło i serdecznie
Pat

Anonimowy | 19 czerwca 2011 17:27

Wiesz kochana to zdjęcie w samym biustonoszu tak ogromnego biustu jest co najmniej nie smaczne. Ja rozumiem Twój stan ale zdjęcia w samym staniku?? Co Ty chciałaś tu pokazać??? Deklarujesz swoją skromność, nie jestem jej pewna. Piersi pokazyuj mężowi ale publicznie???
Nie każdy gustuje w dzwonach.

elisaday79 | 20 czerwca 2011 11:19

Anonimie- w złym guście nie jest dzielenie się swoim szczęściem i życiem z innymi, jest natomiast z całą pewnością wypisywanie obraźliwych uwag na blogach skrywając się za maską anonimowości-jakby nie było nic przyjemniejszego i ciekawszego do roboty w niedzielę...No ale to już świadczy o Tobie i Twoim życiu.
Proponuję 3 głębokie oddechy i meliskę na uspokojenie, może minie Ci ta jadowita złośliwość i frustracja?:)

Mamolandia | 20 czerwca 2011 15:16

Ależ trzeba mieć genialnie dużo czasu, by tracić go na takie sfrustrowane komentarze. Żal.pl, jak moi gimnazjaliści wołają.

zuziucha | 22 czerwca 2011 20:20

Ślicznie to opowiedziałaś. Życzę powodzenia.

Anonimowy | 4 sierpnia 2011 14:19
Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.
Dendrobium | 6 września 2011 14:16

Super fotorelacja, przepiękna pamiątka na przyszłość. Czemu ja takiej nie mam???
Pozdrawiam serdecznie ... już Was dwie:)